Ciepłe kurtki puchowe męskie wszystkie rozmiary idealne na chłodne dni. - promocja męskie puchowe kurtki - Dzięki naszemu asortymentowi każdy znajdzie tanie kurtki puchowe męskie dla Ciebie.
sztuka prezentacji szkolenie przemyslawkutnyj.pl opinie 8-301
8-315 szkolenia dla elektryków Kraków 8-315     
xhp199.9   argus gt 200wnasadka iqos   e papieros modsnow wolf vape   mata silikonowa do pieczenia   karta graficzna vga   wkładki helicoil   taker pneumatyczny   getox ultra jak stosować   https://shopsy-online.org/pl/page/19/   elzab mini online
itemscope itemtype="https://schema.org/WebPage">

Dziennik Ricka Stevesa z 1978 r. „Szlak hippisowski”, część 2

Wraz z upadkiem Afganistanu zacząłem rozmyślać o moich doświadczeniach z podróży do tego kraju jako 23-letni podróżnik z plecakiem na „hipisowskim szlaku” ze Stambułu do Katmandu. Wczoraj i dziś jest to biedny, ale potężny kraj, którego obce mocarstwa nie rozumieją i nie doceniają.

W tym wpisie z 1978 roku towarzyszę Ci podczas zwiedzania Heratu, najważniejszego miasta w zachodnim Afganistanie.

Niedziela, 30 lipca 1978 r.: Herat

Sen obudził mnie o 7:30, a o 8:15 zrezygnowałem z prób ponownego zaśnięcia. W restauracji zjadłem dwa smażone jajka, jogurt i dzbanek czarnego chai. Po wyczyszczeniu obiektywów aparatów fotograficznych wyruszyliśmy z Genem na zwiedzanie Heratu.

Najpierw mieliśmy dwie sprawy do załatwienia – wymienić pieniądze i kupić bilety autobusowe. Bank to było naprawdę coś. Wymiana moich 100 dolarów zajęła prawie godzinę, ale samo siedzenie tam i obserwowanie afgańskiego procesu bankowego było interesujące. Widziałem walizki z potarganymi afganami, plemiona przychodzące z pięcioma lub sześcioma banknotami 100$ (boję się wyobrazić, skąd je mają), umundurowanego strażnika z bagnetem długim na pięciu lub sześciu rabusiów, a także szmatławy budynek i atmosferę. Przyszło do mnie 3 858 afganów. Najpierw facet dał mi 3 tysiące. Powiedziałem „więcej”, a on dał mi 800. „Więcej” i dostałem jeszcze 50 afganów, a potem poprosiłem o ostatnie 8 afganów i dostałem je.

Następnie wraz z Genem zarezerwowaliśmy przejazd autobusem do Kabulu, korzystając z usług polecanej firmy Qaderi. Przejazd 800 km kosztował tylko 5 dolarów lub 200 afganów. Mam nadzieję, że zajmiemy miejsca i nie będzie żadnych kłopotów.

Mogliśmy się swobodnie włóczyć. Wypiłem fantę, założyłem obiektyw z zoomem i ruszyłem w drogę boczną, senną uliczką, pełną kolorowych, kwiecistych taksówek konnych, zapracowanych rzemieślników, straganów z owocami i kurzu. Każdy mijany mężczyzna wyglądał jak wyjęty prosto z plakatu turystycznego. Mocne, silne oczy za skórzanymi, zmęczonymi pogodą twarzami. Poetyckie, rozwiane wiatrem brody, długie i niechlujne, turbany jak węże owijające się ochronnie wokół głów. Stare kobiety całkowicie zakryte przez workowate stroje niosły dzieci i wołały, o dziwo, o zdjęcia. Wystrzelałem prawie całą rolkę i przy odrobinie szczęścia powinienem mieć kilka wspaniałych ujęć.

Oddaliliśmy się od głównego centrum, dochodząc do zakurzonej dzielnicy mieszkalnej, w której tętni życie. Ludzie są tacy dumni i nie ma osoby, która nie byłaby godna zrobienia sobie zdjęcia. Wszyscy zapraszali nas do siebie, z wyjątkiem tych, którzy byli zbyt dumni, by nas zauważyć. Nie bardzo wiedziałem, jak ludzie przyjmują nas, dziwnych, krótko ostrzyżonych, bladolicych, o słabym brzuchu, drobnych ludzi, którzy przychodzą do ich świata, żeby się gapić, robić zdjęcia i kupować rupiecie, żeby przywieźć je do domu i opowiadać wszystkim, jakie są tanie. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że my, ciekawscy turyści, zestarzeliśmy się wobec tych twardych, dumnych ludzi, którzy tak ciężko pracują i żyją tak prosto.

Niezliczone momenty i sceny na zawsze utkwiły mi w pamięci, tworząc obraz Afganistanu. Zaspokoiliśmy ogromne pragnienie i podzieliliśmy się arbuzem w cieniu, zanim ruszyliśmy dalej.

Nieco zmęczeni wróciliśmy do naszego uroczego hotelu, zjedliśmy talerz ziemniaków, miskę zupy i trochę chai (herbaty), po czym poszliśmy pod prysznic i na krótką drzemkę. Dla odmiany teraz naprawdę dobrze nam się żyje. Wypłaciłem te 100 dolarów i czuję się tak dobrze, że mogę wydawać pieniądze, kiedy chcę, i nie martwić się.

Teraz wróciliśmy na słońce. Popołudniowa temperatura wciąż dawała się we znaki i co jakiś czas moczyliśmy nasze stopy w słońcu.pod kranem. Po wysłaniu pocztówek zajrzeliśmy do rzędu tkaczy. Ciężko pracujący mężczyźni niestrudzenie obsługiwali te genialnie prymitywne krosna. Ciekawy widok. Następnie, zatoczywszy szerokie koło, dotarliśmy do wielkiego meczetu, obejrzeliśmy go i znaleźliśmy się w sąsiedztwie sklepów z twardą żywnością.

Jeden pseudoprzyjazny facet wziął mnie za rękę i zaprowadził do swojego sklepu, a zanim się zorientowałem, miałem na sobie wspaniałe białe workowate spodnie, koszulę i turban miejscowych ludzi i targowałem się szaleńczo. Byłem zdeterminowany, aby zejść z 500 do mojego pułapu 152 afganów. Prawie mi się to udało, ale byłem zaskoczony, kiedy pozwolił mi odejść z pustymi rękami, a także trochę smutny. Chcę mieć te fajne, workowate, niskoprofilowe ubrania i może, jeśli uda mi się przełknąć dumę, wrócę jutro i je kupię.

Jakby biegnąc przez rękawice, przedostaliśmy się przez sklepy do naszego hotelu. Próbowałem i nie udało mi się kupić taniej pięknej skóry z norek. Zaoferowałem 200 afganów za fascynującą czapkę z lisa afgańskiego, którą w końcu kupiłem, i z dumą obniżyłem cenę z 600 afganów do 40 za trzy małe, ładnie wyhaftowane sakiewki. Przez dwa miesiące podróży nie kupowałam żadnych pamiątek – teraz obawiam się, że otworzyłam bramy przeciwpowodziowe.

Po powrocie do hotelu Gene wyciągnął kupiony przez siebie kawałek haszyszu, a ja zdecydowałem, że to będzie czas i miejsce, w którym stracę swoje „marihuanowe dziewictwo”. Nigdy nie paliłem nawet papierosów, a palenie trawki zawsze mnie, że tak powiem, odstręczało, ponieważ zawsze było przedmiotem presji społecznej i nigdy nie czułbym się komfortowo, robiąc to, ponieważ wszyscy na imprezie to robili, a ja byłem jedynym „kwadratowym”. Tego rodzaju presja i zwykła scena związana z paleniem trawki wzmacniały moją determinację, by trzymać się z dala od tego złego zioła. Ale to było coś innego.

W Afganistanie haszysz jest integralną częścią kultury. Jest tak niewinny, jak wino do obiadu w Ameryce. Jeśli kiedykolwiek miałbym doświadczyć tego haju, nie byłoby to w ciemnym akademiku na UW z grupą ludzi, których nie szanowałem. Nigdy nie czułbym się z tym dobrze.

Gene i ja rozmawialiśmy o marihuanie i haszyszu przez jakieś trzy godziny w autobusie po wyjeździe ze Stambułu. Postanowiłem, że jeśli będę się dobrze czuł w tej całej sytuacji, to chciałbym zapalić trochę haszyszu w Afganistanie. No i oto jestem w Heracie, czuję się świetnie i kocham to miasto. Dostaliśmy około pół domina czystego haszyszu za 40 afganów (1 dolar). Był tak gładki, że trzeba go było kroić nożem.

W pokoju Gene zmieszał go z tytoniem i wsypał do starej, prostej fajki, którą sobie kupiliśmy. Pociągnął łyk i od razu powiedział: „Dobry towar”. Zaciągnąłem się, nie wiedząc, czego się spodziewać i mając nadzieję, że nie będę miał ust pełnych popiołu. Nie lubię dymu, ale poza tym nie było w nim nic odpychającego. Nawet nie pachniało jak marihuana. Jedyny problem polegał na tym, że nic się nie działo. Wypaliłem już wystarczająco dużo, a dziewicze biegi są zazwyczaj bezproduktywne. Mimo wszystko czułem się dobrze – udało mi się.

Poszliśmy na spacer. Bardzo swobodnie chodziliśmy od sklepu do sklepu. Rozmawialiśmy z ludźmi, zaglądaliśmy do sklepów i po prostu się rozglądaliśmy. To miejsce jest małe, ale to naprawdę nie ma znaczenia, bo żadna ulica nie jest taka sama, jeśli idzie się nią drugi czy trzeci raz.

Na kolację usiedliśmy na zewnątrz naszej restauracji, ponieważ dziś wieczorem w dużej sali odbywało się specjalne wesele. Mieliśmy

talerz wielu różnych warzyw z dużą ilością mięsa popijany herbatą za 1,50 USD.

Na górze jeszcze trochę paliliśmy i wzięliśmy zimny prysznic. Tym razem wyczułem pewną zmianę. Pewne kolory i przedmioty były bardziej pikantne. Rzeczy miały żywe krawędzie, o których istnieniu nie wiedziałem. Byłem bardzo zrelaksowany, a oprawa świetlna na naszym suficie wyglądała jak wielka świeca, która wdycha i wydycha światło. Ale nadal nie byłem na haju.

Na dole rozpoczęło się wielkie wesele, a ojciec panny młodej z dumą uścisnął mi dłoń, witając się ze mną i z Genem, i usiedliśmy obok małego afgańskiego zespołu, słuchając ekscytującej muzyki i obserwując tańczące kobiety. Wszyscy zachowywali się dość oficjalnie, mężczyźni byli w jednym pokoju, kobiety w drugim, a udekorowany samochód czekał zaparkowany na zewnątrz.

Teraz wybraliśmy się na nocny spacer. Rydwany z pochodniami szarżowały przez ciemność, mężczyźni nieśli latarnie, sklepikarze i chłopcy do pracy kucali przy zupie i chlebie, wielu Afgańczyków było na haju lub w drodze, było chłodno i, jak zawsze, wył wiatr. Noc była wspaniałym przeżyciem, a my wędrowaliśmy.

Po zjedzeniu małego melona, ponownym obejrzeniu wesela, zimnym prysznicu z prześcieradłami i zrobieniu przyjemnie mokrego łóżka, skomentowaliśmy, jaki to był dobry dzień i, nie mogąc się doczekać jutra, zawinięci w mokre prześcieradła, poszliśmy spać.

(To jest drugi wpis do dziennika z pięcioczęściowej serii. Jutro, gdy 23-letni ja zapuści się głębiej w Herat, czeka nas kolejny fragment).


Czytaj dalej: https://blog.ricksteves.com/blog/my-1978-hippie-trail-journal-herat-afghanistan/

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.