audyt rodo - codeengineers.com opinie - Zastanawiasz się czy stosowane obecnie procedury RODO w Twojej firmie spełniają wszelkie oczekiwania? Zapraszamy do zamówienia profesjonalnego audytu RODO! Specjalista znający temat ochrony danych osobowy przyjrzy się wszystkiemu i przeanalizuje wszystkie elementy procedury.
7-6 Michał Kołtyś inwestor 7-6
8-315 kurs elektryk Poznań 8-315     
lulany   lulany   szeroki futrzany szal lub krótka pelerynka   allegro å¼yrandole   popielniczka zewnętrzna   oå›wietlenie sufitowe   stelaż do pawilonu ogrodowego 3x3   świecący kamień   fontanna ogrodowa obi   https://home-partner.org/pl/   kasy fiskalne Novitus
itemscope itemtype="https://schema.org/WebPage">

Dziennik Ricka Stevesa „Szlak hippisowski” 1978, część 5

Wraz z upadkiem Afganistanu zacząłem rozmyślać o moich doświadczeniach z podróży do tego kraju jako 23-letni podróżnik z plecakiem na „hipisowskim szlaku” od Istambułu do Katmandu. Wczoraj i dziś jest to biedny, ale potężny kraj, którego obce mocarstwa nie rozumieją i nie doceniają.

W tym ostatnim wpisie do dziennika z 1978 roku podróżuję z Kabulu przez słynną przełęcz Khyber do Pakistanu.

Piątek, 4 sierpnia 1978 roku: Kabul do Rawalpindi, Pakistan

To był poranek, na który byłem podekscytowany. Nie sądzę, bym mógł się obudzić z kiepskim samopoczuciem i nie obudziłem się. Zarówno Gene jak i ja czuliśmy się dobrze. Zjedliśmy ostatnie duże śniadanie w hotelu Sina i złapaliśmy nasz mały autobus do Pakistanu o 8:30.

Ten autobus był sposobem, w jaki chciałem zrobić Khyber Pass. Marzyłem o przekroczeniu tej romantycznie dzikiej i historycznie niebezpiecznej przełęczy przez lata i było to bardzo wysoko na mojej życiowej liście rzeczy do zrobienia – w pierwszej piątce na pewno. Teraz siedziałem w tym starym, jaskrawym, ale źle pomalowanym autobusie obok wspaniałego otwartego okna, które pozwalało mi wychylić połowę mojego ciała, jeśli chciałem. Nasze siedzenia były duże i wysokie, ale zatłoczone, a autobus był pełen Pakistańczyków i podróżujących „Drogą do Indii”.

Cieszyłem się, że wydostałem się z Kabulu i prawie natychmiast znaleźliśmy się na malowniczej przełęczy górskiej. Od tego miejsca do granicy, choć nic według standardów Pacific Northwest, było najbliżej bujnej roślinności, jaką widzieliśmy w Afganistanie. Minęliśmy nawet jezioro, ale nie widziałem żadnych łodzi. Zastanawiałem się, ilu, lub jak niewielu, Afgańczyków było kiedykolwiek w łodzi.

Zatrzymując się w Jalalabadzie na pospieszną przerwę na lunch, w ciągu 20 minut byliśmy z powrotem na drodze. Zbliżaliśmy się do granicy i obawa rosła. Mieliśmy nadzieję, że nie będzie to zbyt duży kłopot, ale do tej pory nic nas nie zaskoczyło.

Stacja graniczna w Afganistanie, choć czasochłonna, była łatwa. Po prostu siedzieliśmy jedząc melona i żałując, że nie mamy pieniędzy na colę. Właściwie to bardzo dobrze zaplanowaliśmy nasze zapasy gotówki i wyjeżdżaliśmy bez afganów. Poczekaliśmy na swoją kolejkę do przeszukania, wypełniliśmy formularz, podstemplowano nam paszporty – zwyczajowa procedura, i załadowaliśmy się z powrotem, tylko po to, by 100 metrów później zatrzymać się na nasz wstęp do Pakistanu.

To miejsce było dość niesforne. Wpakowaliśmy się do pokoju i jeden po drugim zostaliśmy wezwani do biurka. Urzędnik celny „polował i dziobał” nasze statystyki życiowe do swojego rejestru i wbijał pieczątki do naszych paszportów.

Z paszportami w ręku wiedzieliśmy, że jesteśmy dopiero w połowie drogi, ale nie byliśmy pewni, gdzie iść dalej. Weszliśmy do jednego rozpadającego się budynku, a w ciemnym pomieszczeniu dwóch mężczyzn wyskoczyło z dwóch łóżek i powitało nas, abyśmy się położyli. Nie dziękujemy! Wyszliśmy stamtąd i zostaliśmy opanowani przez dilerów narkotyków i handlarzy czarnorynkowymi pieniędzmi. Wszystko było tak jawne i rażące, że wydawało się prawie legalne. Kupiliśmy pakistańskie rupie o wartości 10 dolarów, a potem próbowaliśmy przeszukać nasze torby, żebyśmy mogli już skończyć. Sfrustrowani chaosem, po prostu wsiedliśmy do autobusu i pominęliśmy kontrolę bagażu. Przy naszym oknie bawiło nas wielu sprzedawców haszyszu i szczególnie uparty mężczyzna z małą buteleczką kokainy – 4 gramy za 30 dolarów. Zrobiłem mu zdjęcie i powiedziałem, żeby spadał.

W końcu zostaliśmy załadowani i gotowi do działania – do przekroczenia przełęczy Khyber. Byłem podekscytowany. Fizycznie była jak każda inna skalista przełęcz górska, ale kiedy zastanawiasz się, marzysz i myślisz o czymś przez wiele lat, staje się to wyjątkowe. Autobus wspinał się w górę i w górę. Wiszący

Przez okno próbowałem ogarnąć wszystko – każdy dziki zakręt na drodze, każde wzgórze zwieńczone fortecą, każdą zabłąkaną kozę, każdą pomalowaną ciężarówkę, która nas mijała, i każdą chatkę z błota. Patrzyłem na surowych ludzi, którzy zamieszkiwali tę zdradziecką przełęcz i zastanawiałem się, kim są, jak żyją, jakie historie mogą opowiedzieć. Suche, skaliste cmentarze z potarganymi przez wiatr flagami zaśmiecały zbocza wzgórz. Groziły nam chmury. Wyjeżdżaliśmy z jałowej arabskiej części Azji Południowej i wkraczaliśmy na wilgotny subkontynent indyjski. Od teraz będziemy czuć się parno – ale cieszyć się zielonym krajobrazem.

Przekroczyliśmy przełęcz Khyber i przejechaliśmy przez plemienną wioskę, by zapłacić myto za ten przywilej. Widziałem jak mężczyźni z karabinami ignorowali autobus i zbierali się w kręgi handlując zarówno towarami jak i opowieściami.

W ciągu kilku minut byliśmy w Peszawarze i dowiedzieliśmy się, że bezpośredni pociąg do Lahore odjeżdża za godzinę. Nie widzieliśmy nic, co mogłoby nas zatrzymać w Peszawarze, a magnetyzm Indii stawał się coraz silniejszy i silniejszy, gdy byliśmy coraz bliżej. Kłopotaliśmy się, próbując zdecydować, jak, co i gdzie kupić nasze bilety. To było nowe doświadczenie – uczenie się, jak obsługiwać pakistański system kolejowy. Trochę oszołomieni i nie pewni, co było naszym najlepszym posunięciem, kupiliśmy bilet za 3,50$ (pierwsza klasa) na 12-godzinną podróż, zjedliśmy szybki obiad za 60 centów i znaleźliśmy miejsce w niezbyt eleganckim wagonie pierwszej klasy.

Jedyną różnicą między pierwszą a drugą klasą były wyściełane siedzenia i 1,50$. Uznaliśmy, że przez 12 godzin miło będzie mieć te poduszki. Nasz wagon był bardzo zatłoczony. Byłem szczęśliwy, że byłem blisko okna, które wdmuchiwało gorące, parne powietrze. Wyjechaliśmy o 5:50, prawie na czas, a ja delektowałem się bryzą.

Krajobraz był płaski, bujny i interesujący. Po chwili zacząłem czytać „Folwark zwierzęcy” Orwella. To było dobre i czas mijał przyjemnie. Potem zrobiło się ciemno i przyszły robaki. Światła działały jak w moim starym rowerze – im szybciej jedziesz, tym jaśniej świecą. Ten pociąg nie był zbyt jasny. Robale się na mnie uwzięły i złożyłem krwawą deklarację „Śmierć przez bezwzględne zgniecenie każdemu robalowi, który na mnie wyląduje od teraz”. Postanowiłem, że będę je po prostu miażdżył kciukiem lub palcami i przewijał przez włosy na rękach i nogach, aż znikną – albo się wcierając, albo odpadając.

Jazda się przeciągała. Postanowiliśmy przerwać jazdę do Lahore w Rawalpindi, miejscu w połowie drogi, i złapać wczesny pociąg rano, aby zakończyć podróż.

Była prawie północ, gdy wkroczyliśmy na błotniste, pokryte kałużami ulice Rawalpindi. Rano był pociąg o 5:15 do Lahore, więc mogliśmy złapać dobre cztery godziny snu – jeśli udało nam się złapać hotel. Wyglądało to bardzo źle – każdy był pełny, a inni ludzie szukający miejsca również byli sfrustrowani. Na szczęście znalazłem faceta z otwartym pojedynczym pokojem i prysznicem obok (Gene dopiero później powiedział mi o jaszczurkach). W przeciwnym razie była to dziura ledwo warta 10 rupii ($1), które zapłaciliśmy. Ale służyła swojemu celowi. Wziąłem chłodzący prysznic i znalazłem wygodne miejsce wśród nierówności i krzywizn mojego łóżeczka i wkrótce pracowałem nad tym, by zasnąć. Dziś był dobry dzień – wiele kilometrów przejechanych, nowy kraj i przekroczyłem przełęcz Khyber.

(To jest wpis #5 z pięcioczęściowej serii

.

Jeśli przegapiłeś któryś z nich po drodze, przewiń do wtorku, 17 sierpnia na mojej stronie na Facebooku).


Czytaj dalej: https://blog.ricksteves.com/blog/my-1978-hippie-trail-journal-the-fabled-khyber-przejazd z-kabula do-pakistanu/

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.